fortuna

Curry i Warriors gotowi do walki

0

Prosta strata Stephena Curry’ego w ubiegłorocznym finale NBA bardzo pomogła Cavaliers w odebraniu Warriors mistrzostwa, ale teraz dwukrotny MVP rozgrywek i jego koledzy zamierzają powrócić na szczyt. Golden State Warriors w zeszłym roku dzieliła tylko jedna wygrana od zdobycia drugiego z kolei tytułu mistrzowskiego, ale to właśnie ona okazała się najtrudniejszym krokiem.

Wszyscy typujący spodziewali się, że po piorunującym sezonie zasadniczym (rekordowy bilans zwycięstw 73-9), Warriors sięgną po kolejne mistrzostwo, lecz Cleveland Cavaliers w końcu znaleźli sposób na Stephena Curry’ego i jego kolegów. Cavs doprowadzili do rozegrania decydującego siódmego spotkania, w którym każda decyzja i zagranie miały mistrzowską wagę.

Nic dziwnego, że obie drużyny podeszły do spotkania ostrożnie, co odzwierciedlał wynik. W kluczowym momencie, na pięć minut przed syreną, Curry zepsuł podanie za plecami w kierunku Klaya Thompsona, tracąc w ten sposób piłkę. Na 4:39 s przed syreną ostatni celny rzut dla gospodarzy oddał Klay Thompson, co dało remis po 89. Kluczowy rzut za trzy punkty Kyriego Irvinga przywrócił Cavs prowadzenie, które utrzymali już do końca.

Curry’emu przez długi mocno leżało na sercu zepsute zagranie, które mogło zadecydować o losach tytułu mistrzowskiego. Mimo wszystko, nie zachwiało to jego wiarą we własne umiejętności, co pokazał już w trakcie przygotowań przedsezonowych, z powodzeniem wykonując to samo zagranie za plecami.

„To prawda, tamta strata piłki ciągle siedzi mi w głowie. To trochę zabawne, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że każde najprostsze zagranie może decydować o zdobyciu mistrzostwa.

„Tak czy inaczej, już w trakcie letnich przygotowań do sezonu wykonałem takie samo zagranie za plecami, bo wiem, że umiem je wykonać poprawnie”, stwierdził Curry w rozmowie dla serwisu ESPN.

Rozgrywający brał także udział w nieudanej obronie przy kluczowym rzucie za trzy punkty Irvinga, lecz w tym wypadku nie ma do siebie żalu.

„Było widać, że Irving przećwiczył ten rzut. Byłem tuż przy nim. Starałem się go nie sfaulować. Byłem z przodu i walczyłem. On prostu oddał bajeczny rzut, trzena go za to docenić. Nie mam do siebie o nic pretensji przy tej akcji”, przyznał.

Curry i zespół Warriors na pewno wyciągnęli wnioski z tamtego niepowodzenia, a jeśli chodzi o rozgrywającego, to przed nadchodzącym finałem bardzo mocno pracował on nad ograniczeniem wszelkiego rodzaju strat.

Do tej pory w tegorocznych playoffach Curry tracił piłkę średnio 3,3 razy na mecz. W tej samej fazie rywalizacji w zeszłym roku, średnia strat wynosiła 4,2.

Koszykarz świetnie zdaje sobie sprawę, że perfekcja w decydujących momentach zwiększy szanse drużyny na sukces. Swój poziom podnieśli oczywiście również Cavaliers, chociaż kursy bet365 na ligę koszykówki wskazują na razie na wyższe szanse Warriors.

„W kwestii mistrzostwa wszystko ma wielkie znaczenie. Rozumiem, że jeśli nie stracę piłki na rzecz rywala, to będziemy mogli rzucać przy każdej możliwej okazji w kluczowych momentach. To właśnie nad tym starałem się pracować”, oznajmił.

W poprzednim finale statystyki Curry’ego zauważalnie spadły, a część krytyków zarzucała mu nawet spadek rezultatów w trakcie tego sezonu.

„W poprzednich finałach nie zagrałem dobrze, ale przez ostatnie dwa sezony, w większości jestem dumny z tego, co pokazałem. Po prostu wykonuję swoją pracę. Jestem swoim największym krytykiem, więc jestem przekonany o tym co mówię.

„Przez cały bieżący sezon prezentuję dobry poziom. To nie ważne, czy ludzie to zauważają i doceniają. Liczy się to, aby przez kolejne parę tygodni utrzymać ten poziom”, podsumował.

Warriors będą musieli sobie radzić przynajmniej na początku finałów bez wsparcia z ławki swojego trenera Steve’a Kerra, który dochodzi do siebie po operacji pleców.

Świetnie zastępuje go jednak Mike Brown, a Kerr kilkakrotnie miał już okazję spotkać się z podopiecznymi. Przekazane przez niego wskazówki na pewno pomogą Warriors w rywalizacji z Cavaliers, który w trakcie playoffów ponieśli tylko jedną porażkę.

Rywale Warriors również spodziewają się twardej rywalizacji, chociaż zdaniem bukmacherów większe szanse w tej chwili ma drużyna z Kalifornii.

Rywalizacja dwóch najlepszych zespołów w lidze na pewno zmieni ich bilans wygranych, a kibiców z całym prawdopodobieństwem czeka kolejna porcja wyrównanej walki, gdzie o mistrzostwie będą decydować szczegóły.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.